Szkoła w Prószkowie ma swojego patrona

 

powrót

13 września 2010 roku - w 134 rocznicę urodzin ks. Hugo Kwiotka - wieloletniego proboszcza w Prószkowie (1907-1959), szkoła przyjęła jego - jako swojego patrona. podczas pięknej, bardzo dostojnej uroczystości.
 

 O godzinie 9.00 – rozpoczęła się uroczysta Msza Święta, której przewodniczył Ksiądz bp. Jan Kopiec. Słowo wprowadzenia wygłosił ks. proboszcz Andrzej Hanich. Chór Wigbertschule z Hünfeld  śpiewem uświetnił liturgię. Homilię wygłosił ks. bp. Jan Kopiec, podkreślając, że szkoła dokonała właściwy wybór patrona...."wybraliście swojego, który tu w Prószkowie wśród was żył i wam służył przez 52 lata  - w trudnych czasach".
 

Podczas liturgii

 

Moment poświęcenia sztandaru przez ks. bp. Jan Kopca


 Po homilii ks. bp. Jana Kopca i wyznaniu wiary,  następuje uroczyste przekazanie sztandaru. Rodzice przekazują sztandar na ręce  Pani Burmistrz – Róży Malik. Następnie Pani Burmistrz przekazuje sztandar Pani Dyrektor Publicznego Gimnazjum w Prószkowie – Joannie Rasch. Po przemowie sztandar przejmuje poczet sztandarowy Publicznego Gimnazjum w Prószkowie.
 

Rodzice przekazują sztandar - na ręce burmistrza miasta Prószkowa pani Róży Malik

Burmistrz miasta Prószkowa Róża Malik - przekazuje sztandar na ręce dyrektora szkoły w Prószkowie pani Joannie Rasch

Dyrektor szkoły w Prószkowie pani Joanna Rasch - przekazuje sztandar na ręce młodzieży

 
 

Schulleiter des Huenfelder Wigbertgimnasium Herrn Alfred Helgert mit Seiner ehefrau Helga

Schulleiter des Huenfelder Wigbertgimnasium Herrn Alfred Helgert mit Seiner ehefrau Helga

 
 
 
 
 

Te Deum Laudamus - kończy uroczystość poświęcenia sztandaru.

Podziękowanie i kwiaty dla ks. biskupa

 
 
 
 
 
 
 
 

Uczestnicy nabożeństwa i sztandar w drodze do OKiS - gdzie odbędzie sie oficjalna uroczystość nadania imienia szkole w Prószkowie

 

 
 
 

W między czasie - odwiedziłem grób księdza Patrona na cmentarzu w Prószkowie.

 

Rozpoczęły się oficjalne uroczystości.
Przewodnicząca Rady Miasta Prószkowa Klaudia Lakwa odczytuje Uchwałę Rady Miasta
o "Nadaniu imienia szkole w Prószkowie"
 

 
 
 
 
 
 

Powitanie uczestników uroczystości.
 Pani Dyrektor Joanna Rasch
 

Cieszę się bardzo, że uczestniczycie w tym ważnym dla dziejów szkoły momencie. Mam zaszczyt powitać wśród nas:
Ryszarda Gallę - posła na sejm Rzeczypospolitej Polski
Ks. Jana Kopca - biskupa Diecezji Opolskiej
Różę Malik - gospodarza Gminy Prószków panią burmistrz
Henryka Lakwa - prószkowianina Starosta Powiatu Opolskiego
Klaudię Lakwa - przewodnicząca Rady Miejskiej a Prószkowie

Ich begruesse unter uns den Schulleiter des Huenfelder Wigbertgimnasium Herrn Alfred Helgert mit Seiner ehefrau Helga , danke Schoen das sie Ihren chor mitgebracht haben.

Witam serdecznie księży proboszczów parafii z których pochodzą nasi uczniowie:

 Szczególnie ks. Prałata Andrzeja Hanich - Prószków
ks. Krystiana Ziaję - parafia Chrząszczyce
ks. Jana Wolnika - z parafii Ligota Prószkowska
ks. Waldemara Klingera - parafia Winów

 

Miło mi gościć członków komisji oświaty z Rady Miasta Prószkowa: Marię Zdera i Alfreda Galusa. Witam skarbnika Gminy Prószków panią Gabrielę Gwóźdź, Nadleśniczego Nadleśnictwa Prószków pana Lecha Olczyka , przewodniczącego Towarzystwa  Społeczno Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim Norberta Rascha, Bernadetę Pietruszka z Opolskiego Kuratorium Oświaty, Jolantę Kawecką z Urzędu Marszałkowskiego, Barbarę Dziubałtowską - dyrektor Biura Obsługi Oświaty Samorządowej  wraz z pracownikami.                

Witam delegację szkoły podstawowej w Prószkowie a panią Teresą Smoleń

Witam dyrektorów oraz delegacje szkolne i przedszkolne z naszej gminy: dyrektor Marię Chudala - Złotniki, Alina Wasilewska - Boguszyce, Halinę Łysak - Ligota Prószkowska, Stefanię Smarzlik - Prószków, Janinę Pawłowska - Górki, Krzysztofa Cebulę - Zimnice Wielkie
 

Są z nami Przedstawiciele Rady Rodziców na czele z panią Przewodniczącą Ewą Kaźmierz

Cieszę się, że mogę powitać wśród nas wszystkich tych którzy przyczynili się do uświetnienia naszej dzisiejszej uroczystości przekazując nam cenne informacje i materiały o ks Kwiotku a są to państwo:
 Urszula i Bernard Lellek - Ingeborga Odelga oraz pani Rita Matuszczyk
 

Na zakończenie Joanna Rasch - dyrektorka prószkowskiego gimnazjum powitała wieloletnich sponsorów i "pomocników" szkoły: państwo Wiśniewscy z Prószkowa i pan Arnold Kuc, Mariusza Staniów i przedstawicieli prószkowskiej policji
 

Witam serdecznie emerytowanych, byłych nauczycieli naszej szkoły. Witam Grono Pedagogiczne oraz pracowników niepedagogicznych naszej placówki.
Już na koniec, ale najgoręcej witam was droga młodzieży oraz przybyłych na dzisiejszą uroczystość waszych rodziców
Motto naszej szkoły

"Wszystko można osiągnąć wytrwałą pracą"
 

Jako Dyrektor Publicznego Gimnazjum imienia Hugo Kwiotka w Prószkowie pragnę zapewnić, że wspólnie z Gronem Pedagogicznym dołożymy wszelkich starań, aby kształtować naszą młodzież do tworzenia społeczeństwa, w którym do głosu nie tylko będzie dochodziła chęć zysku, ale także bezinteresowne uczynki wyświadczone na rzecz drugiego człowieka.

 
 
 
 
 
 
 
 

Moment uroczystego ślubowania

 
 

przemówienie powitalne pani burmistrz Róża Malik

Ks. proboszcz dr hab. Andrzej Hanich podczas wykładu

 
  Aby przybliżyć, - Gorąco polecam - szczególnie młodzieży - postać tego kapłana - Patrona - załączam niżej (za zgodą autora) wykład wygłoszony przez ks. proboszcza Andrzeja Hanich podczas uroczystości nadania imienia szkole. Wykład - moim zdaniem - piękna lekcja historii naszego Heimatu - na podstawie jednego życiorysu. Jego życiorys to nasz - Ślązaków życiorys. Jego przeżycia: I Wojna Światowa, Powstania Śląskie, czasy nazizmu, II wojna "wyzwoleńcza" i czasy powojenne -  to czasy, w których żyli nasi rodzice i wielu z nas wcześniej urodzonych, pamiętających  jeszcze  ks. Hugona  Kwiotka.
 

ks. dr hab. Andrzej Hanich

Ks. Hugon Kwiotek, proboszcz w Prószkowie w latach 1907–1959
(wykład wygłoszony podczas uroczystości nadania imienia ks. H. Kwiotka Publicznemu Gimnazjum w Prószkowie, w poniedziałek 13.09.2010 r.)

 

      Ks. Hugon Kwiotek urodził się 13.09.1876 r., a więc dokładnie 134 lata temu, w Rudyszwałdzie, pow. Racibórz, na pograniczu śląsko–morawskim, w rodzinie miejscowego nauczyciela i kierownika szkoły. Do gimnazjum, które ukończył maturą, uczęszczał w Raciborzu. Następnie odbył studia filozoficzno–teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Po ich ukończeniu, w gronie 99 kolegów swego rocznika studiów, we Wrocławiu 21.06.1899 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa wrocławskiego, kard. Georga Koppa*1.

     Po krótkim wikariacie w Rozmierzy i Strzelcach Namysłowskich, w lutym 1901 r. otrzymał nominację na wikarego parafii mariackiej w Katowicach-Bogucicach, gdzie u boku ks. prałata Ludwika Skowronka działał duszpastersko przez sześć lat. Bogucicki proboszcz, ks. L. Skowronek był twórcą najbardziej popularnego na Śląsku Opolskim modlitewnika „Droga do nieba”, stąd też, po jego śmierci, ks. Kwiotek, blisko z nim związany, nadal się o to dzieło życia ks. Skowronka troszczył, unowocześniając je i poprawiając. Ułożył również do tego modlitewnika chorał, czyli zbiór melodii do tekstów zawartych w nim pieśni, przyczyniając się tym samym do upowszechnienia śpiewu kościelnego na Śląsku Opolskim. Pomogły mu w tej pracy nie tylko wybitne uzdolnienia muzyczne (mówiono o nim, że miał słuch absolutny), ale także jego wielkie umiłowanie śpiewu ludu.

     Kiedy 27.11.1907r. ks. Kwiotek obejmował parafię prószkowską, przy swym wprowadzeniu na urząd proboszcza miał powiedzieć, że w Prószkowie chciałby już pozostać do śmierci. Nie mógł przewidzieć, że pragnienie to się spełni, że przeżyje tu ponad 52 lata, w tym takie wydarzenia jak: I wojna światowa, trzy powstania śląskie (1919–1921), plebiscyt górnośląski w 1921 r. i podział Górnego Śląska pomiędzy odrodzoną po rozbiorach Rzeczpospolitą i Niemcy, czasy terroru nazistowskiego i wywołana przez Adolfa Hitlera II wojna światowa z jej brzemiennymi konsekwencjami – bezmiarem zniszczeń i cierpień ludzkich oraz powojenną zmianą przynależności państwowej Śląska Opolskiego z niemieckiej na polską i związaną z tym znaczną wymianą ludności na tym obszarze. Nie mógł wreszcie przewidzieć, że wśród swoich prószkowskich parafian, którym będzie służył przez kilka pokoleń, znajdzie kiedyś swój wieczny spoczynek.

     Będąc kapłanem wybitnie zdolnym, a przy tym o bardzo szerokich horyzontach, w swej działalności w Prószkowie nie ograniczał się tylko do samego duszpasterstwa. Swoje niemałe wpływy, bo jako radny powiatu cieszył się dużym autorytetem społecznym w opolskim powiecie, wykorzystał w zarządzie powiatu opolskiego dla dobra mieszkańców Prószkowa i okolicy, przyczyniając się walnie do zbudowania drogi łączącej Prószków z Zimnicami Małymi (1926 r.) oraz drogi łączącej Ligotę Prószkowską z Jaśkowicami. Także nowy budynek szkoły parafialnej w Prószkowie zawdzięcza swe powstanie jego staraniom (1930-1931).
 
 Przyczynił się również do wybudowania kościoła filialnego w Przysieczy (1925 r.) oraz do wyodrębnienia dotychczasowej filii w Ligocie Prószkowskiej w samodzielną parafię. Dzięki przyjaźni z hr. Matuschką, ówczesnym starostą opolskim, ks. Kwiotek pomógł ks. J. Kubisowi, proboszczowi opolskiej parafii św. Krzyża, z którym także się przyjaźnił, pozyskać na rzecz opolskiej Fundacji św. Wojciecha, zarządzającej szpitalami w Opolu do 1945 r., niszczejący zamek w Prószkowie z przeznaczeniem na Dom Pomocy Społecznej (1929 r.), w którym placówka ta znajduje się do tej pory.
  
   Największą uwagę poświęcał jednak zabytkowemu kościołowi parafialnemu w Prószkowie, troszcząc się o jego renowację i konserwację (za jego czasów dwukrotnie zostało odmalowane barokowe wnętrze kościoła, a w 1955 roku odnowiono kościół od zewnątrz). Księdzu Kwiotkowi prószkowski kościół parafialny zawdzięcza również swe obecne organy marki Berschdorf. Pierwotnie kościół w Prószkowie posiadał barokowe 6-głosowe organy mechaniczne wykonane w 1734 r. przez Marcina Teichmana*2. Musiały one jednak być w tak złym stanie, że na niewiele zdał się ich generalny remont w 1909 r. wykonany przez znany śląski warsztat organmistrzowski z Nysy, założony w 1888 r. przez Paula Berschdorfa*3 Dlatego w 1938 r. z inicjatywy ks. Hugona Kwiotka podjęto decyzję o budowie nowego 18-głosowego instrumentu o trakturze pneumatycznej*4, który w 1939 r. został wykonany przez tenże warsztat organmistrzowski. Organy te swoim patetycznym brzmieniem uświetniają liturgię parafialną do dzisiaj.

 
    Z tą szeroko zakrojoną działalnością na zewnątrz łączyła się gorliwa praca duszpasterska w parafii. Mając zawsze serce otwarte na wymogi czasu, zgodnie z hasłem „Znak czasu, znakiem od Boga”, starał się szczególnie o rozbudowanie duszpasterstwa stanowego. Będąc członkiem Unii Apostolskiej, zgodnie z jej programem „Wszystko dla Najświętszego Serca Jezusa przez Maryję Niepokalaną”, oddawał szczególną cześć Sercu Pana Jezusa i ten kult pragnął głęboko wszczepić w serca parafian. Osobista pobożność dawała mu siły do codziennego podejmowania trudu działalności kapłańskiej, choć z upływem czasu zmieniały się warunki pracy duszpasterskiej. On jednak niezmiennie trwał na swym prószkowskim posterunku, będąc wierny swemu kapłańskiemu posłannictwu. W latach trzydziestych XX wieku ks. Kwiotek przygotował duchowo parafię na obchód jubileuszu 250-lecia kościoła, który prószkowianie obchodzili w odpust św. Jerzego w 1937 r. Napisał też wtedy kronikę parafialną, która stała się podstawowym źródłem do dziejów Prószkowa dla autorów późniejszych opracowań historycznych.

 
   Podczas II wojny światowej ks. Kwiotek ukrywał w Prószkowie łaskami słynącą figurkę św. Anny Samotrzeciej z Góry św. Anny. Miało to związek z wypędzeniem tamtejszych franciszkanów z Góry św. Anny przez władze hitlerowskie. Dnia 13.11.1940 r. gestapo zmusiło zakonników do opuszczenia klasztoru przekazując go volksdeutschom z Rumunii. Franciszkanie zamieszkali wówczas prywatnie u zaprzyjaźnionych rodzin na Górze Świętej Anny i dalej obsługiwali kościół i kalwarię. Dnia 19.06.1941 r. gestapo ponownie zawezwało wszystkich zakonników do pobliskiej gospody („Gräfliches Gasthaus”) i oznajmiło im, że na podstawie ustawy z lutego 1933 r. „O ochronie państwa i narodu” i ustawy „O specjalnych pełnomocnictwach” (tzw. Ermächtigungsgesetz, również z 1933 r.) likwiduje się klasztor i Dom Pielgrzyma, a całe mienie kościelne przechodzi na skarb państwa. Jedynie kościoła Świętej Anny nie zarekwirowano, który nadal pełnił swoją sakralną funkcję, obsługiwany aż do powrotu franciszkanów na Górę św. Anny w 1945 r. przez ks. Franciszka Duszę, kapłana diecezjalnego. Natomiast zakonników zobowiązano do opuszczenia Góry Świętej Anny i zabroniono im przebywania na terenie powiatu strzeleckiego pod karą zesłania do obozu koncentracyjnego. Franciszkanie ulegli więc rozproszeniu – rozjechali się po zaprzyjaźnionych parafiach, gdzie pomagali proboszczom w duszpasterstwie parafialnym*5. W taki sposób znalazł się w Prószkowie późniejszy wieloletni gwardian klasztoru na Górze św. Anny o. Feliks Koss OFM.


    Przedtem jednak z obawy, aby łaskami słynąca figurka św. Anny nie została zniszczona bądź sprofanowana, po kryjomu w
nocy z 19 na 20.06.1941 r. zakradł się do annogórskiego kościoła i podmienił oryginał figurki na kopię. Następnie schowawszy figurkę do plecaka, udał się z nią do Prószkowa, gdzie powierzył ją opiece ks. Kwiotka, który ukrył ją w sobie wiadomym miejscu. W Prószkowie figurka św. Anny Samotrzeciej pozostawała przez pewien czas wraz z pomagającym w duszpasterstwie o. Kossem, z którym, wędrując w jego plecaku przez kolejne miejsca wojennej tułaczki (Opole, Chmielowice, Jurandów koło Kłodzka), powróciła do bazyliki na Górze św. Anny w 1945 roku.
 
   Podobnie było z obrazem Matki Boskiej Opolskiej, który pod koniec 1944 roku – zaprzyjaźniony z ks. Kwiotkiem, ks. prałat J. Kubis, proboszcz opolskiej parafii św. Krzyża i zarazem kurator Domu Pomocy Społecznej w zamku prószkowskim – również zabrał po kryjomu z kościoła św. Krzyża, przewiózł do Prószkowa i powierzył do przechowania ks. Kwiotkowi. Obraz Matki Boskiej Opolskiej przebywał w Prószkowie, w znanym tylko ks. Kwiotkowi miejscu, aż do sierpnia 1945 r. Jak pisze ks. E. Heinrich, „kiedy prymas Polski, kard. August Hlond mianował pierwszym administratorem apostolskim Śląska Opolskiego ks. Bolesława Kominka, który we wrześniu 1945 r. miał objąć swój urząd, nowe polskie władze administracyjne Opola postanowiły uroczyście powitać go na granicy miasta. Dla nadania tej uroczystości bardziej doniosłego charakteru postanowiły powitać ks. Kominka także cudownym obrazem Matki Boskiej Opolskiej, który znajdował się jeszcze w Prószkowie. Urzędnik polskiej administracji państwowej Kuśnierski (pochodzący z Prószkowa) postarał się w komendanturze radzieckiej o specjalne zezwolenie na przewiezienie obrazu z Prószkowa do Opola. Kiedy wieziono zapakowany w pakunek obraz, wiozący go na furmance napotkali pomiędzy Chrząszczycami a Górkami patrol radziecki. Był to oficer z adiutantem. Kazał on zatrzymać wóz i rozpakować pakunek, chcąc zobaczyć jego zawartość. Na widok obrazu Matki Boskiej wypowiedział ze czcią: «Ikona» i przeżegnał się prawosławnym znakiem krzyża. Kazał obraz ponownie zapakować, oznajmiając woźnicy, że będzie ich eskortować aż do Opola. W taki sposób obraz szczęśliwe powrócił na swoje dawne miejsce*6

Wojny w pełnym tego słowa znaczeniu ziemie śląskie nie zaznały od czasów napoleońskich, ale za to działania zbrojne, jakie przetoczyły się tu wraz z nadejściem frontu wschodniego i działalność Armii Czerwonej w pierwszej połowie 1945 r., zamieniły niektóre okolice w zgliszcza, przy czym tysiące ludności cywilnej poniosło śmierć z rąk „wyzwolicieli”. W taki oto sposób Śląsk Opolski płacił krwią swoich mieszkańców za wojnę, krzywdy i niewyobrażalne cierpienia ludności rosyjskiej spowodowane przez hitlerowskie Niemcy na ogromnych obszarach Związku Radzieckiego. A Opolszczyzna w 1945 r. należała jeszcze do III Rzeszy. Prószków, zajęty przez Armię Czerwoną 19.03.1945 r., ocalał jednak od większych zniszczeń. Nie było tu także masowych mordów na ludności cywilnej. Były natomiast liczne rabunki mienia i zgwałcenia kobiet. Kościół w Prószkowie czerwonoarmiści zamienili na stajnię dla koni, używając ornatów mszalnych i innych strojów liturgicznych jako okryć końskich.

      W obliczu nadciągającego nieszczęścia zdecydowana większość proboszczów i część wikarych na Śląsku Opolskim pozostała na swoich placówkach duszpasterskich, aby nie opuszczać ludności cywilnej. Niektórzy wprawdzie ogarnięci strachem, chcąc przeczekać najbardziej niebezpieczne momenty walk frontowych i wejście Armii Czerwonej, w ostatniej chwili decydowali się na ucieczkę do pobliskich miejscowości, aby tam szukać schronienia u znajomych, ale też po ustaniu walk od razu wracali do swoich parafian, aby być wśród nich. Tak też postąpił ks. Kwiotek. Potwierdza to wspomnienie jednej z prószkowianek: „Pamiętam, jak moja mama opowiadała historię ucieczki w 1945 r. przed zbliżającym się frontem wschodnim i nadciągającą Armią Czerwoną (była wtedy sześcioletnią dziewczynką). W niewielkiej grupie uciekinierów był także ks. Hugon Kwiotek.
 

Trzymając moją mamę w objęciach, bo uciekał z całą jej rodziną, a także sąsiadami, jechali wozem drabiniastym przez lasy i przez całą drogę odmawiali różaniec. Śpiewali przy tym pieśni maryjne. A ksiądz Kwiotek miał donośny głos! Fakt, że był z nimi duchowny, jak  wspominała mama, dawał im wiarę i otuchę, że nic złego nie może im się przydarzyć. I tak też się stało. Ocaleli”*7
   
     Wśród zamordowanych w trakcie opanowywania Śląska Opolskiego przez Armię Czerwoną w pierwszych miesiącach 1945 r. 45 księży diecezjalnych i zakonników oraz ponad 80 zakonnic było aż 3 kapłanów z dekanatu prószkowskiego. Zginęli oni pod koniec stycznia 1945 r. w miejscowościach położonych nad Odrą, w pobliżu których walki były krótkie, ale za to niezwykle zażarte i krwawe i gdzie front walk zatrzymał się na kilka tygodni (od końca stycznia do 19 marca 1945 r.)*8.
 
    I tak w Rogowie Opolskim został zamordowany przez czerwonoarmistów 40-letni administrator tej parafii, ks. Alojzy Zug (30.11.1905–29.01.1945). Gdy mocno przetrzebieni przez snajperów niemieckich w trakcie forsowania Odry na wysokości Rogowa Opolskiego czerwonoarmiści zajęli tę wioskę i z zemsty pojmali 33 mężczyzn, w większości „łodziourzy” (łodziarze, marynarze barek odrzańskich, którzy nosili nieco podobne do wojskowych czapki i uniformy, choć byli cywilami), których zamknęli w stodole, wtedy to – wedle jednej relacji – dołączył do nich ks. A. Zug, który nie chciał opuścić swoich parafian w potrzebie. Najpewniej liczył na to, że jego obecność wpłynie łagodząco na Rosjan i uchroni uwięzionych od nieszczęścia. Wedle innej relacji, został on zatrzymany przez czerwonoarmistów, podobnie jak pozostali mężczyźni. Rozpoczęte przesłuchania pojmanych przerwał niespodziewany kontratak niemiecki w rejonie Rogowa Opolskiego. Wówczas żołnierze radzieccy, prowadzący tę grupę przez dzielnicę Posiłek, zastrzelili tam wszystkich mężczyzn, a wśród nich ks. A. Zuga*9.
  
   W Zimnicach Wielkich został zamordowany przez czerwonoarmistów 34-letni administrator tej parafii, ks. Karol Brommer (7.03.1911–27.01.1945). Mimo próśb i nalegań parafian, aby wyjechał i schronił się w pobliskim Prószkowie, pozostał na miejscu, gdyż jak sam mawiał: „Dobry pasterz nie opuszcza swojej owczarni!”*10  Po wejściu Armii Czerwonej do Zimnic, w wiosce zapanował horror – zaczęło się mordowanie mieszkańców, gwałty, plądrowanie i pożary domów. Zginęły tam wówczas 64 osoby, a wśród nich ks. K. Brommer, którego zwłoki spłonęły w wypalonym doszczętnie budynku plebanii*11.
   
W Boguszycach został zamordowany przez czerwonoarmistów 60-letni proboszcz tej parafii, ks. Franciszek Walloschek (30.09.1885–28.01.1945)*12 Gdy zbliżał się front w 1945 r. ks. F. Walloschek uczył się intensywnie języka rosyjskiego, aby w razie potrzeby móc pośredniczyć pomiędzy żołnierzami Armii Czerwonej a swoimi parafianami i w ten sposób ich uchronić od nieszczęścia. W pobliżu Boguszyc pod koniec stycznia 1945 r. toczyły się niezwykle krwawe walki, które kosztowały życie setek żołnierzy radzieckich i niemieckich. Być może za to Boguszyce zapłaciły straszliwą cenę. Jak pisze w kronice parafii w Chrząszczycach, jej wieloletni proboszcz, nieżyjący już ks. Jan Skorupa*13 „kiedy Rosjanie weszli do Boguszyc 25.01.1945 r., urządzili mieszkańcom krwawą łaźnię. Trzysta osób cywilnych, wraz z proboszczem, ks. F. Walloschkiem poniosło śmierć. Niektórzy twierdzą, że to był skutek działań Volkssturmu (tj. pospolitego ruszenia czyli paramilitarnych oddziałów zbrojnych), stawiającego twardy opór atakującym jednostkom radzieckim, które nie widziały w Volkssturmie regularnego wojska, ale partyzantów, co wywołało u sowietów wściekłość i żądzę okrutnej zemsty. Inni sądzą, że w Boguszycach sowieci osadzili specjalnie kompanię karną, aby dokonała masakry mieszkańców.


    Jakakolwiek jednak nie byłaby przyczyna tej tragedii, pozostaje niepodważalnym faktem, że sowieci zamordowali tam ponad 300 cywilów, głównie starców, kobiety i dzieci. Zginęły nawet całe rodziny. Początkowo wydawało się, że stosunki między zakwaterowanymi na plebanii czerwonoarmistami a proboszczem układały się dość poprawnie, tym bardziej, że ks. F. Walloschek potrafił dogadać się z nimi po rosyjsku. To mu jednak nie pomogło i 28.01.1945 r. został zabrany na podwórko jednego z gospodarstw i tam wraz z grupą mężczyzn zastrzelony (przez strzał w potylicę), zaś plebania została splądrowana i spalona”
*14 Jeden ze świadków podaje, iż żołnierze radzieccy wrzucili księdza do gnojowiska i tam go zastrzelili, wcześniej zdzierając z niego sutannę, którą później nałożył na mundur jakiś pijany skośnooki czerwonoarmista (wg innej relacji nie była to sutanna, ale ornat mszalny czy też nieszporna kapa, zabrana z kościelnej zakrystii) i tak przebrany, jeździł bryczką po wiosce, strzelał z pepeszy i wykrzykiwał: „Boga już nie ma i nareszcie już nikt nie musi się modlić!"*15.

Niełatwo było zatem przywrócić bezpośrednio po działaniach wojennych normalną działalność duszpasterską w parafiach, których ludność uległa rozproszeniu na skutek przymusowej ewakuacji czy ucieczki przed frontem bądź dotknięta została wielorakimi nieszczęściami. Księża śląscy przystępowali jednak bez zwłoki do wykonywania posług duszpasterskich i mimo przygnębiających zniszczeń wojennych w kościołach od samego początku (zwłaszcza na terenach przedodrzańskich) odprawiali msze święte uroczyście, tzn. z homilią i śpiewami ludu (po polsku), chociaż byli też i proboszczowie, którzy ograniczali się do odprawiania jedynie tzw. cichej mszy świętej (bez kazania i śpiewów ludu). Wyglądało to na chęć przeczekania złego czasu i oczekiwanie na powrót rzeczywistości niemieckiej. A ponieważ sprzyjało to poczuciu beznadziejności, dlatego wielu proboszczów odnosiło się krytycznie do takiej postawy i – w myśl maksymy Signum temporis, signum Dei (w dosłownym tłumaczeniu: „Znak czasu, znakiem od Boga”) – aktywnie podejmowało normalną działalność duszpasterską, uważając, że zwłaszcza w tak ciężkich czasach, w taki sposób należy wiernym wlewać otuchę do serc i budzić nadzieję, tym bardziej, że zwątpienie siali zarówno radzieccy komendanci wojenni, jak i natarczywa propaganda niemiecka, która poprzez zrzucane z samolotów ulotki wzywała do wytrwania, „bo Niemcy wrócą"*16 Księża ci nie mieli też wątpliwości, że po zakończeniu działań wojennych skończyły się rządy niemieckie, przynajmniej na terenach, które po I wojnie światowej stanowiły obszar plebiscytowy. Dlatego na tym obszarze język polski do oficjalnego duszpasterstwa (choć równolegle do nadal jeszcze używanego języka niemieckiego) księża ci wprowadzili z własnej inicjatywy, bez nacisków ze strony nowych władz polskich. Byli wśród nich ks. Hugon Kwiotek, proboszcz w Prószkowie i wspomniany już ks. Jan Skorupa, proboszcz w Chrząszczycach.

    Trzeba przy tym pamiętać, że po latach obowiązkowego urzędowego używania języka niemieckiego polszczyzna duchowieństwa śląskiego nie była poprawnym językiem literackim, lecz językiem ludu śląskiego (gwara śląską z naleciałościami niemieckimi), dla tego ludu zrozumiałym, który jednakże raził i śmieszył osoby spoza Śląska, a niejednokrotnie stawał się przedmiotem ataków. Kto doceni, ile mozołu i wysiłku kosztowało  wtedy przygotowanie kazania niedzielnego przez księdza, który choć słabo znał język polski, to jednak bardzo chciał na Śląsku pozostać i kontynuować tu pracę duszpasterską. Ślęczał taki przez cały tydzień obłożony książkami kaznodziejskimi i słownikami nad kazaniem, które w 10 minut odczytał lub z trudem z pamięci wygłosił z ambony, by jeszcze narazić się na śmiech i krytykę *17.
 

 Ślady w postaci odręcznych notatek ks. Kwiotka, który mówił gwarą śląską, żmudnie zapisane na marginesie stronic podręczników kaznodziejskich, z których przygotowywał się do kazań, a które zachowały się na plebanii w Prószkowie, świadczą o tym, że i ks. Kwiotek miał podobne problemy, chociaż z upływem czasu mówił już coraz bardziej poprawną polszczyzną.   Gdy wraz z objęciem władzy przez administrację polską bezwzględnie zabroniono używania języka niemieckiego w duszpasterstwie, w parafiach o zdecydowanej przewadze ludności niemieckiej, a do takich należał Prószków, proboszczowie radzili sobie w ten sposób, że pieśni mszalne, śpiewane dotąd po niemiecku, a które były znane starszym wiernym również w wersji łacińskiej, śpiewano tylko po łacinie. A ponieważ jeszcze w dalszym ciągu niezbędne było w tych parafiach używanie w duszpasterstwie języka niemieckiego (przynajmniej w podstawowym zakresie, aż do czasu wysiedlenia ludności niemieckiej), a jednocześnie osiedlała się tam napływająca coraz liczniej ludność polska, która na język niemiecki w kościele reagowała niezwykle emocjonalnie („nowo przybyli robili mi sceny w zakrystii – wspominał ks. M. Czerwensky, w tamtym czasie  wikary parafii Świętego Bartłomieja w Gliwicach – ponieważ w niedziele czytałem Ewangelię także w języku niemieckim, a po niej krótko w tym języku przemawiałem*18, księża śląscy, aby duszpastersko objąć obie grupy wiernych w trakcie nabożeństw, wykorzystywali dawne modlitewniki i śpiewniki polskie, głównie „Droga do nieba” autorstwa ks. L. Skowronka (przechowane dotąd w ukryciu przez starszych), których używano przed wojną, zanim wydany został w 1939 r. przez władze hitlerowskie zakaz używania języka polskiego podczas nabożeństw, ponieważ było w nich wiele pieśni tłumaczonych z języka niemieckiego na polski przy zachowaniu tych samych melodii. W taki oto sposób śląscy duszpasterze starali się przezwyciężać w kościołach barierę językową pomiędzy obiema grupami wiernych i podczas nabożeństw jednoczyli ich przez wspólną modlitwę i śpiew*19

    
W nowej, polskiej rzeczywistości, zmieniająca się nieustannie pod względem struktury ludności parafia prószkowska, w której było coraz więcej ludności napływowej, szybko zaakceptowała i polubiła swego dotychczasowego proboszcza, bo był dobrym człowiekiem i mądrym duszpasterzem, który w swoim oddziaływaniu duszpasterskim potrafił przyciągnąć do kościoła wszystkich bez względu na pochodzenie. Uwielbiały go zwłaszcza dzieci, bo umiał ks. Kwiotek z nimi rozmawiać, obdarowując je zawsze cukierkami, które nosił w przepastnych kieszeniach swojej sutanny.  Mimo to parafia, której oddał on większość swego życia, okazywała się być niekiedy „ciężkim gruntem” dla duszpasterskich wysiłków leciwego już ks. Kwiotka, skoro spotykały go niekiedy takie przykrości, jak wybicie wszystkich szyb okiennych na plebanii od frontu budynku w nocy z 8 na 9 lipca 1957 r. Jaki był tego bezpośredni powód – dzisiaj nie wiadomo. Sędziwy proboszcz rychło dowiedział się od życzliwych mu osób, kto był sprawcą tego czynu, ale wyjaśnienie i doprowadzenie do końca tej sprawy pozostawił Milicji Obywatelskiej, której prószkowski posterunek zajął się nią i dość szybko ustalił sprawców tego zdarzenia. Milicjanci nie kwapili się jednak do pociągnięcia tych osób do odpowiedzialności. Toteż 16 lipca 1957 r. ks. Kwiotek, rozgoryczony bezczynnością organów ścigania, a przy tym powodowany poczuciem elementarnej sprawiedliwości, że skoro ktoś uczynił coś złego, to powinien przynajmniej naprawić wyrządzoną szkodę, skierował do Powiatowej Komendy Milicji Obywatelskiej w Opolu prośbę: „aby ta zechciała przyspieszyć wyciągnięcie odpowiednich konsekwencji względem podejrzanych osób, które w imię sprawiedliwości powinny naprawić popełnioną szkodę*20. Interwencja ta jednak spełzła na niczym, gdyż władzy komunistycznej walczącej z Kościołem nie zależało na ukaraniu sprawców szkody wyrządzonej księdzu i ks. Kwiotek musiał samemu pokryć koszty naprawy powybijanych okien.


      Lata pięćdziesiąte XX w. były czasem wprowadzania przez władzę komunistyczną w Polsce kolektywizacji rolnictwa i wdrażania centralistycznie sterowanej gospodarki socjalistycznej, także w sektorze rolnictwa. Niosło to ze sobą wiele dramatów ludzkich, jak zawsze wtedy, kiedy narzuca się innym do realizacji własne nierzadko niedorzeczne pomysły. Zdarzały się więc i śmieszności. Jedną z nich była propagandowo nagłośniona powszechna walka z plagą stonki ziemniaczanej, którą rzekomo nasłali na pola naszego kraju imperialiści amerykańscy. W związku z tym wymuszano na właścicielach gruntów rolnych i pracownikach Państwowych Gospodarstw Rolnych zbieranie stonki na uprawach ziemniaków. Nawet dzieci i młodzież szkolna musiała pomagać starszym w tym ogólnospołecznym zadaniu. Dlatego szkoły podstawowe i średnie całymi klasami pod przewodem nauczycieli wychodziły latem na pola obsadzone ziemniakami i zbierały stonkę.
  
     Obowiązek ten dotknął także osoby duchowne, głównie proboszczów parafii, które posiadały jeszcze resztki nieznacjonalizowanych przez władze komunistyczne dawnych nieruchomości rolnych. Ponieważ parafia prószkowska była w posiadaniu kilku hektarów ziemi rolnej, jej duszpasterz, schorowany i wtedy już mocno leciwy ks. Kwiotek musiał także wypełnić obowiązek zbierania stonki. Ze względu jednak na swój podeszły wiek i zły stan zdrowia zwrócił się do Gromadzkiej Rady Narodowej w Prószkowie z prośbą o zwolnienie go z tej powinności. Władze gminy okazały wyrozumiałość dla 81-letniego kapłana i przychyliły się do jego prośby w piśmie z 12 lipca 1957 r. Treść tego pisma dla dzisiejszego pokolenia brzmi kuriozalnie, ale jest znakomitą ilustracją absurdów tego czasu: „W odpowiedzi na prośbę Księdza Dziekana Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w Prószkowie, biorąc pod uwagę podeszły wiek i zły stan zdrowia Księdza Dziekana, postanowiło zwolnić Księdza Dziekana od obowiązku brania udziału   w ogólnych lustracjach w celu poszukiwania stonki ziemniaczanej. Nadmienia się jednak, że indywidualne poszukiwanie stonki ziemniaczanej obowiązuje każdego użytkownika ziemi, tzn. że Ksiądz Dziekan winien raz na tydzień sam osobiście lub poprzez inną osobę przejść chociażby raz swoje pole obsadzone ziemniakami, aby w razie znalezienia stonki natychmiast zgłosić o tym do tutejszego Prezydium lub do przodownika ochrony roślin w celu jej zwalczenia *21.

  
     Leciwy ks. Kwiotek po ludzku nie załamał się, kiedy w 1954 r. potknąwszy się, złamał sobie kość biodrową, co uniemożliwiło mu już do końca życia swobodne poruszanie się. Odtąd mógł już tylko o kulach i to bardzo mozolnie poruszać się. Za niego duszpasterstwo w kościele parafialnym prowadził przydzielony mu do pomocy wikary. Jedyną jego pociechą było to, że mimo kalectwa mógł codziennie odprawiać na plebanii mszę św. a jego ulubionym miejscem, zwłaszcza w niedziele i święta, było krzesło przy oknie, skąd mógł spoglądać na swych parafian spieszących do kościoła. Z nimi czuł się ciągle mocno związany, biorąc żywy udział w ich radościach i smutkach, o których opowiadali mu przychodząc na plebanię. Jak pisze we wspomnieniu ks. Jan Skorupa z Chrząszczyc: „I jak ongiś Mojżesz podnosił swe ręce ku Bogu, aby swemu ludowi uprosić zwycięstwo, tak i ksiądz Kwiotek ofiarował swe cierpienia i modlitwy za swych parafian, po kapłańsku gotując się na śmierć. Miał także tę wielką łaskę od Boga, że jeszcze w ostatnim dniu swego życia mógł odprawić mszę św. Nic nie wskazywało na jego bliską śmierć, kiedy w nocy z poniedziałku na wtorek zaniemógł. On jednak nie łudził się, na głos modlił się, aby kończąc modlitwę słowami: «Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.» spokojnie zasnąć, była to iście to kapłańska śmierć *22  Zmarł w Prószkowie 1.12.1959 r. w 84-tym roku życia, w 61-szym roku kapłaństwa, obchodząc krótko przedtem niezwykły jubileusz 60-lecia swych święceń kapłańskich, z czego aż 52 lata był proboszczem w Prószkowie, pełniąc przy tym przez 35 lat obowiązki dziekana dekanatu prószkowskiego. Kilka lat przed śmiercią został wyróżniony przez biskupa w Opolu tytułem
radcy duchownego w uznaniu dla wzorowej postawy kapłańskiej i miru, jakim cieszył się wśród księży i świeckich.

     Na jego pogrzeb w Prószkowie w dniu 5 grudnia 1959 r. przybył ówczesny ordynariusz diecezji opolskiej, biskup Franciszek Jop, który odprawił żałobną mszę św., i wygłosił kazanie pogrzebowe, podnosząc niezwykle bogate w zasługi życie Zmarłego i dziękując mu za jego trudy kapłańskie oraz poprowadził kondukt pogrzebowy na cmentarz w otoczeniu 40 księży i kilku tysięcy wiernych. Wszyscy oni przyszli pożegnać zmarłego ks. Kwiotka tak licznie, bo był on autentycznie Bożym sługą i Dobrym Pasterzem ludzkich serc i sumień.
 

Materiały źródłowe:(* 1-22)

1 Por. J. S k o r u p a, Śp. Ksiądz dziekan i radca duchowny Hugon Kwiotek (1876–1859), „Wiadomości Urzędowe Kurii Biskupiej Sląska Opolskiego” 15(1960)1, s 24–26.
2 Por. E. H e i n r i c h, A. P a w e ł c z y k, Zarys dziejów Prószkowa, Prószków 2000, s. 31
3 Paul Berschdorf, urodzony w 1859 r. w Głogówku, kształcił się w warsztacie Reinholda Hundecka (firma organmistrzowska założona w Głogówku po 1877 r., a później przeniesiona do Nysy). Po śmierci swojego mistrza, przejął on i rozwinął warsztat, który stał się jedną z bardziej znanych firm organmistrzowskich na Śląsku. Po śmierci w 1933 r. Paula Berschdorfa, firmę prowadził jego syn Carl (1887–1950). Organy nyskiej firmy zachowały się w kościołach na terenie woj. opolskiego, m.in. w Głuchołazach, Chudobie i Namysłowie oraz w kościołach z terenu obecnego województwa śląskiego (m.in. Gliwice, Michałkowice, Panewniki, Wodzisław Śląski).
4 Instrument o trakturze pneumatycznej, systemie rurkowym, wiatrownice typu Taschenlade (kieszonkowe); miech typu pływakowego z jednym podawaczem; 18-głosowe; kontuar wolnostojący, nad klawiaturą tabliczka firmowa: „BERSCHDORF–NEISSE”. Instrument umieszczony na profilowanej podstawie, o falistym wykroju, wspartej na kolumnie i czterech filarach; piszczałki ukształtowane kulisowo, z wieżyczką na osi środkowej.
5 Por. A. H a n i c h, Góra św. Anny – centrum pielgrzymkowe Śląska Opolskiego (1945–1999), Opole 1999, s. 130–131.
6 E. H e i n r i c h, A. P a w e ł c z y k, Zarys dziejów Prószkowa, Prószków 2000, s. 34
7 Wspomnienie dr Soni Grychtoł z domu Klosa, pochodzącej z prószkowskiej dzielnicy Wybłyszczów, a obecnie mieszkającej w Katowicach, w posiadaniu autora.
 8 Por. A. H a n i c h, Martyrologium duchowieństwa Śląska Opolskiego w latach II wojny światowej, Opole 2009, s. 62–65.
9 Tamże, s. 62–63.
10 Było to czytelne nawiązanie do słów Jezusa „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce” (J 10, 11).
11 Por. A. H a n i c h, Martyrologium duchowieństwa Śląska Opolskiego…, s. 63–64.
12 Tamże, s. 65.
13 Ks. Jan Skorupa (Skoruppa) (z archidiecezji wrocławskiej), urodzony w 1906 r., wyświęcony na kapłana w 1930 r., proboszcz parafii w Chrząszczycach (1938–1954). Przed wojną ks. Jan Skorupa aż do października 1939 r. uczył języka polskiego zainteresowanych nim kleryków w seminarium wrocławskim, urządzał też nabożeństwa dla Polaków mieszkających we Wrocławiu, a w czasie wojny dla polskich robotników przymusowych, głosząc im kazania w języku polskim. Po wojnie prowadził kursy języka polskiego dla swoich parafian. Zresztą – jak sam pisał – „Jestem w tej parafii podmiejskiej od roku 1939, ludzie tu zawsze mówili po polsku, tylko w czasie nasilenia germanizacji, byli na zewnątrz zmuszeni do używania języka niemieckiego. Po zmianie państwowości wszystkie nabożeństwa zaprowadziłem po polsku, nie czekając na odgórne zarządzenia” (Wspomnienia ks. J. Skorupy, AKO, zespół: AP ks. J. Skorupy). O nim pisał J. Pietrzak: „Jednym z pierwszych księży śląskich, którzy zaprowadził polskie nabożeństwa w okolicach Opola był ks. Jan Skorupa – proboszcz w Chrząszczycach [...] kapłan wybitny i polskiego ducha, krewniak biskupa sufragana katowickiego Juliusza Bieńka” (J. Pietrzak, Rok 1945 na Ziemiach Zachodnich. Zapomniany zew serc śląskich kapłanów, mps w AKO, zespół: AP ks. J. Skorupy). W 1954 r. ks. J. Skorupa został usunięty z parafii pod naciskiem władz komunistycznych, ponieważ, jak twierdziły organy bezpieczeństwa, [...] od chwili wyzwolenia do czasu usunięcia z parafii Chrząszczyce prowadził działalność rewizjonistyczną. Już w 1946 r. wskazywał z ambony, że władze polskie na terenach zachodnich są tymczasowe i należy spodziewać się zmiany. W dalszych latach nakłaniał młodzież chcącą się spowiadać po polsku do spowiedzi u niego w języku niemieckim. Na terenie plebanii w rozmowie z siostrami zakonnymi prowadził rozmowy wyłącznie w języku niemieckim. Wypożyczał z biblioteki parafialnej książki w języku niemieckim dla młodzieży z terenu parafii” (Informacja MBP z 17.11.1956 r. dotycząca księży usuniętych z parafii w lipcu 1954 r. ADO, zespół: Wysiedlenia księży). Po opuszczeniu parafii zmuszony był przebywać poza Śląskiem Opolskim, zatrzymał się zatem w Poznańskiem – w Jarocinie, gdzie pomagał duszpastersko w miejscowej parafii. Po wydarzeniach październikowych roku 1956 objął ponownie urząd proboszcza parafii w Chrząszczycach (1956–1980). Konsultor diecezjalny, prałat od 1962 r. Zmarł 20.01.1980 r. Por. „Wiadomości Urzędowe Diecezji Opolskiej” 1981, s. 108–110; W. Musialik, Skorupa Jan. W: Leksykon duchowieństwa represjonowanego w PRL w latach 1945–1989. Pomordowani – więzieni – wygnani, t. 1, pod red. J. Myszora, Warszawa 2002, s. 260–261.
14 Archiwum parafialne w Chrząszczycach, dziennik pisany przez proboszcza, ks. Jana Skorupę, s. 297–317 i nn.

15 Dane te uzyskano z wywiadu przeprowadzonego przez autora pracy z obecnym proboszczem boguszyckiej parafii, ks. Józefem Mikołajcem, któremu z kolei okoliczności śmierci ks. F. Walloschka zrelacjonowali najstarsi parafianie. Opis tych wydarzeń znajduje się także w powojennej kronice parafialnej w Boguszycach. W sprawozdaniu dla opolskiej kurii z 27.01.l947 r., pierwszy po wojnie duszpasterz w Boguszycach, ks. prob. A. Opielka, pisał m.in.: „Zniszczenie wieży kościoła, dachu i szyb i tabernakulum. Plebania całkowicie wypaloną. Wieś Boguszyce jest do 50% zniszczona [...]. Jest ogólnie wiadomo, że parafia Boguszyce przez działania wojenne ciężko ucierpiała i miną jeszcze całe lata, zanim ludzie powrócą do normalnego życia”. AKO, zespół: AL Boguszyce, sygn. L.B.CIV-3/47.

16 Kronika parafii w Chrząszczycach.
17 Por. A. H a n i c h, Czas przełomu. Kościół katolicki na Śląsku Opolskim w latach 1945-1946. Opole 2008, s. 277.

18 M. Czerwensky, Schlesien in weiter Ferne. Erinnerungen eines vertriebenen Priesters an seine Heimat, Dülmen 1987, s. 138–139.

19 Tamże, s. 137–138.

20 Archiwum parafii św. Jerzego w Prószkowie.
21 Tamże.
22 Por. J. S k o r u p a, Śp. Ksiądz dziekan i radca duchowny Hugon Kwiotek (1876–1859)…, s. 24–26.
 

 

słowa powitania - Urząd Marszałkowski

 

słowa powitania - Kuratorium Oświaty

 

Słowa powitania - Ryszard Galla poseł a sejm R.P.

Po słowach powitania i wspomnieniach  - Starosty Powiatu Opolskiego  - prószkowianina  Henryka Lakwy - kosz kwiatów na ręce pani dyrektor Joanny Rasch
 

po słowach powitania Alfreda Helgert - dyrektora szkoły Wigbertschule z Hünfeld  - dar dla Prószkowa porcelanowa mozaika okolicznościowa
 

Schulleiter des Huenfelder Wigbertgimnasium Herrn Alfred Helgert
 Joanna Rasch dyrektorka Gimnazjum Prószków

 

Bogate wspomnienia Bernard Lellek

Bogate wspomnienia Ingeborga Odelga - Prószków

 

Sztandar szkolny

 
 
 

Na zakończenie zainscenizowane wspomnienia w wykonaniu uczniów.

 

Piękna uroczystość! Dziękuję za imienne zaproszenie! Gratuluję trafnego wyboru Patrona - naszego, bo w dzisiejszych czasach - pilnie potrzebujemy wzorców do naśladowania!
 

On Hugo Kwiotek jest dla nas   "Das Vorbild"
z którym nasza młodzież może i musi - identyfikować.

 

"Wszystko można osiągnąć wytrwałą pracą"
                                                                                       ...... Menander

pozdrowienia z Folwarku rudolf

uwagi i zastrzeżenia kierować na adres zmarzly@op.pl

powrót

Odwiedzin ogółem: 005790 Odwiedzin dzisiaj: 4

Ilość osób on-line: 1