Józef Franciszek Langosch 
-
Paner  -
 1935-2011
 

moje wspomnienia:

powrót
 

Urodził się in Chrzowitz 7 października 1935 roku. W księgach metrykalnych zapisany jako najstarszy syn Josef-Franz z ojca Josefa Langosch  (Maurer -murarz) i matki Maria geb, Tatura. Rodzice chrzestni Johan Wotzka i Mathilde Langosch (wyznanie katolickie). Związek małżeński zawarł 22 czerwca 1959 roku z Hildegard Staś (*19.6.1938) w Gosławicach - podpis ks. Jan Skorupa.
 

 Kiedy byliśmy małymi chłopcami i w krótkich spodniach - boso - biegaliśmy  po ulicach Folwarku, on był  wtedy starszy od nas. Był najsilniejszy w grupie i zawsze starał się to udowodnić, wzywając nas na pojedynek, kto ma więcej  siły w rękach. Jego pokazowe popisy zawsze nas  denerwowały (bo zawsze wygrywał) więc nazwaliśmy go szpanerem. Szpaner, to było przezwisko  i tak go wołaliśmy. Z czasem, z naszego oczywiście lenistwa, skracaliśmy to przezwisko - pomijając dwie pierwsze litery i został Paner.
 

 Józef - Franciszek Langosch  z tym przezwiskiem został do końca swoich dni, ale genezy już nikt nie pamiętał.  W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, każdy znał tylko Panera Łangosowego. Nawet jak kilka dni temu odwiedziłem jego matkę (98- urodziny), gdy w rozmowie wspomniano  o bardzo chorym Józefie  - zapytałem o jakiego Józefa chodzi. Jestem przekonany, że w naszej Folwarskiej okolicy pytać o Józefa Langoscha - to wielu powie - nie znam takiego.
 

Paner Łangosów - dał się poznać jako ten, który wywoływał wielki strach w bramkarzach, gdy strzelał do bramki. Jeśli bramkarz w porę nie zreflektował się  i chciał złapać piłkę rękami - to  była gwarantowana bramka. Siła rzutu Panera zawsze była tak duża, że wykrzywiała palce bramkarzowi i piłka za plecami wpadała do siatki. Na obronę przed Jego strzałem  był tylko jeden sposób - wypiąstkować piłkę w pole. Ale to pozwoliło zawodnikom folwarskim na repetę - dobitkę.
 

Paner był filarem drużyny. Grał w ataku - przeważnie na środkowej pozycji. Przeciwnicy, aby utrudnić  rozwinięcie Jego siły do strzału, zmuszeni byli angażować  przynajmniej dwóch zawodników - co dawało dodatkową przewagę  naszej drużynie.
 

Folwark w tamtych latach, w całej okolicy, był najlepszą   drużyną w piłce ręcznej - doszedł do finału "Mistrzostw Polski" i wygrał.  Panera i jego strzały,  znał każdy kibic - a wtedy, każdy był kibicem.
 

Kiedy poznał swoją lepszą połowę - Hildegardę - wyprowadził się do Gosławic, gdzie osiadł na stałe. Ale i tu, jak wypominał ks. proboszcz -  podczas dzisiejszej smutnej żałobnej uroczystości - w Gosławicach dał się poznać jako silny (ale inaczej) człowiek.
 
Homilia była dla mnie, jako jego byłego kolegi z ławki szkolnej i boiska,  gdy słyszałem o jego zasługach dla kościoła i mieszkańców Gosławic,  wzruszająca!
 
Wszystkie wypominki ks. proboszcza - o zmarłym  Józefie  mogę streścić przytaczając anegdotę o Diogenesie  z Synopy ( żył w czasach V-IV w przed Chr.),   który chodził ze świecą po ulicach i mówił,..... że szuka człowieka -kogoś niezmiernie rzadko spotykanego......

  streszczając: ks. proboszcz: powiedział;
  " zmarły Józef był naszym dobrodziejem, jakiego  ze świecą szukać"
.
 

LZS FOLWARK 1952

LZS FOLWARK 1956  - "Mistrz Polski" w piłce ręcznej
 

Lata szczęśliwe - rodziny Józefa

22 czerwca 1959 roku

Ostania droga Józefa - Franciszka Langosch
Opole Gosławice 2 lipca 2011 rok

 
 
 
 

podczas nabożeństwa

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

w drodze z kościoła na cmentarz

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Mogiłę pokryła góra kwiatów

R.I.P.

rudolf z folwarku

powrót

Odwiedzin ogółem: 003111 Odwiedzin dzisiaj: 1

Ilość osób on-line: 1