Minęło 15 lat   (1997-2012)

powrót

W pierwszych dniach lipca 1997 roku tereny Śląska nawiedziły deszcze, które sprawiły dramat setek tysięcy ludzi, w tym również mieszkańców naszej wioski
Kalendarium:

6-7 lipca 1997 rok. ( niedziela, poniedziałek )
Patrzyliśmy w ekrany naszych telewizorów jak zalewało Głuchołazy, oglądaliśmy dramaty w Nysie, w Raciborzu, na terenach Czeskiego Śląska.  W Głuchołazach uszkodzone zostały wszystkie mosty, w części miasta nie działają telefony. Mieszkańcy  Jarnołtówka i Pokrzywnej ewakuują się na północ. . Rzeka Opawa przekroczyła o 2,5 m stan alarmowy.  Nikt jednak nie myślał, że i nas mieszkańców Folwarku to wszystko czeka.

8 lipca 1997 rok. ( wtorek )
 
„Gazeta Wyborcza” pod tytułem „Idzie powódź”  podaje .. . Fala powodziowa na Odrze dopiero się zbliża, co nas czeka ? W Opolu absolutnie najwyższy  notowany stan 604 cm Odra osiągnęła w sierpniu 1813 roku. Prorokują, że w czwartek rano rzeka może ten stan przekroczyć, w poniedziałek w ciągu trzech godzin przybyło 102 cm w Chałupkach. A u nas, woda w Odrze wysoka, powoli podchodzi pod wał, w jeziorze poziom normalny, przy ulicy Stawowej mostek można jeszcze  spokojnie przejść, życie w wiosce przebiega normalnie, szykujemy się do odpustu w naszej  parafii (13.7.97).

 9 lipca 1997 rok.  ( środa )
W godzinach rannych woda w Odrze  doszła do wałów i przybiera. Dochodzi wiadomość, że około godziny 7 rano w Boguszycach przerwało wał i woda polami płynie w naszym kierunku. Około godziny 11 byłem nad Odrą i oglądam nurt wody, normalny, już taki tu widziałem. Wracam do domu, na ulicy Lipowej już ruch,  traktory przewożą inwentarz żywy do Wójtowej Wsi, Winowa i innym wyżej położonych miejscowości. Niektórzy z zagrożonego Przewrócia przeprowadzają inwentarz do gospodarstw przy ul. Wiejskiej, przenoszą co cenniejsze przedmioty na strychy. Około godziny 15 pierwsza fala przelewa się polami od strony Chrzowic  do Folwarku. Mieszkańcy za stawem w pośpiechu przewożą resztę inwentarza. Droga obok Kochanka (sołtysa) staje się  szybko nieprzejezdna. Ostatni (Kulik Gerard ) z trudem , zataczając się na rowerze pokonuje wezbrany nurt przelewający się przez drogę. Jeszcze traktory  jadą aby coś uratować. Woda podchodzi do podwórza Staffa i Chudala i powoli ale systematycznie zalewa ul. Wiejską. Pan Wala czeka na swojej werandzie (odmawia pomocy), którą oferują mu Strażacy.  U Kornka Józefa w wielkim pośpiechu cała rodzina przenosi dorobek swego życia na strych odmawia ewakuacji, prosi aby przyjechali później bo jeszcze ratują część wyposażenia,  łódź strażacka przywozi tylko jego 83 letnią matkę oraz dzieci. Przybywa ksiądz proboszcz, ruch na ul. Wiejskiej coraz większy, ale jej mieszkańcy nie panikują, jeszcze nie dają wiary informacjom o tym, że woda podniesie się o  dalsze 2 m.
 Woda na ulicy Wiejskiej zaczyna się powoli przelewać w stronę ul. Stawowej, gdzie spływa do jeziora. Mieszkańcy ul. Wiejskiej zaczynają zatykać workami otwory w piwnicach, aby woda ich nie zalała ( niektórzy zamurowują) Pani Malikowa ( ul. Wiejska 7) ładuje resztki mebli i sprzętu na przyczepy . U Wieszali ruch, przenoszą sprzęty z  Wiejska 1  do siebie ul. Wiejska 3, a sprzęt rolniczy zgromadzony na placu przewożą na podwórze do Langosza (ul. Wiejska 8).  Pan Kiwus Józef ( ul. Wiejska 2 ) zamurował drzwi do mieszkania na wysokość około 30 cm.
Wracam w kierunku kapliczki już na traktorze z Tadeuszem Wieszala bo woda szerokim strumieniem przelewa się przez drogę do ogrodu Kasperka ul. Wiejska 4 . Nie mam zegarka, może minęło 15 minut jak suchą nogą przechodziłem do Kiwusa a wracałem na traktorze.  Woda zaczyna zalewać mieszkanie Malika - widzę łzy w oczach i bezsilność. Mieszkańcy parzystej strony ul. Wiejskiej zaczynają w pośpiechu przenosić swoje sprzęty na strychy i wyprowadzają inwentarz żywy wyżej. Ulica Wiejska powoli jest zalana ( może minęła godzina) . „Podziwiamy” jak woda zabiera namioty foliowe w ogrodach, jak trzaskają szyby w szklarni u Szmechty. Stanisław Murowski się zdenerwował bo jakiś  traktor pędem jedzie od strony Odry i fala wody przelewa się przez krawężnik spryskał wodą świeżo zamurowane okno w piwnicy.
  Ewakuacja Kornka Józefa z żoną o godz. 21 wieczorem. Woda zaczyna zalewać podwórza, jestem u Stanisława Murowskiego jeszcze siedzimy na ławce i debatujemy przed schodami prowadzącymi do mieszkania woda podnosi się dalej Zaczyna szarzeć, ruch coraz większy, wszyscy czekamy na stabilizację poziomu wody. Pojawia się policja i apeluje aby mieszkańcy ul. Szkolnej zaczęli się przygotowywać do opuszczenia domów bo główna fala dopiero nadejdzie, nikt nie wierzy, chociaż każdy ma wielkiego stracha. Niema paniki, duża nerwowość niektóre kobiety płaczą bo zaczynają sobie uświadamiać co się zaczyna dziać, inni żartują ( nie trzeba kropić ogródków ). Już ciemno, może godzina 23 może później. Nikt nie myśli o spaniu bo woda dalej rośnie.   Mieszkańcy ul. Wiejskiej ratują jeszcze co się daje wynieść (do Laksego muszą zburzyć mur aby się ewakuować z inwentarzem).
Całe życie przeniosło się na ulicę Szkolną.

10 lipca 1997 rok. ( czwartek)  ( po północy) 
 Radio „OPOLE”, bez przerwy nadaje komunikaty, telewizja też nadaje, ale informacje są tak niewiarygodne, nieprawdopodobne, a co najgorsze jedna informacja sprzeczna z drugą. Nadają komunikat, że ulice Opola będą zalane od 3 do 4 m , żeby się przygotowali do opuszczenia domów ( wyspa Pasieka, Zaodrze, ul. Koszyka).  Pojawia się Jasiu Pawleta i mówi, że wraca z Opola i tam nic się nie dzieje, żadnego alarmu, ludzie spokojnie śpią, wszystko normalnie woda wysoka ale nie ma żadnego ruchu. Nie wierzę. Siadamy w jego samochód   i jedziemy. Za Winowem skręcamy do jeziora „Gemeinde” tam stoi koparka i dwa osobowe samochody, kierowcy śpią  w samochodach, Jasio tyłem cofa  samochód, jedziemy dalej.   Za kościołem w Szczepanowicach skręcamy na ulicę Krapkowicką dalej w stronę SDH za „Odrą” stajemy przy ul. Spychalskiego wchodzimy na wał i nic, paru strażaków pilnuje czy woda nie przecieka przez zaporę, kilku innych spokojnie napełnia obok worki z piaskiem, do górnego poziomu brakuje około 1,3 m aby się przelewało. Jedziemy jeszcze na rondo, spokojnie,  bardzo mały ruch na ulicach, zawracamy i ul. Prószkowską wracamy do domu. 

 Dlaczego w Opolu nie ma alarmu? Dlaczego nie ma syren, które obudzą mieszkańców lewej strony Odry, przecież to co dzieje się w Folwarku doprowadzi do przerwania wałów, a to znaczy, że zaleje całe Zaodrze.
  Może my tu w Folwarku za bardzo się przejmujemy, i lada chwila, poziom się ustali, a potem powoli zacznie opadać. Nie wiem, nikt nie wie !

 Woda się dalej podnosi, ul. Szkolna od strony Opola zalewana jest coraz bardziej (około 20 cm na godzinę podnosi się poziom) . Zaczyna podchodzić do domu Józefa Iwańskiego. Teraz mieszkańcy ul. Szkolnej zaczynają się denerwować. Już świta, widać jak wysoka jest woda na ul. Wiejskiej, Lada moment zalane  zostaną okna na parterze  u Kornka Józefa ( Za Stawem).  

Nie wiem, która to była godzina ale doszła nas wiadomość, że przerwało wały w Opolu i woda zalewa Wójtową Wieś oraz miasto. Boże, jaka ulga ! teraz może woda zacznie opadać. Nikt z nas nie pomyślał o tragedii, która się tam rozpoczyna, przecież tamci będą bardziej   zaskoczeni od nas, jest jeszcze noc, u nas zaczęło się po południu, a ile było dramatu. Już nie mamy łączności, telefony przestały działać, policji nie ma, straż też gdzieś się zapodziała. Co będzie gdy zajdzie potrzeba wezwania pogotowia. 
Woda podnosi się dalej, zaczynam się bać, wyciągam poziomnicę i robię pomiary, ile metrów brakuje do Szkolnej 12, około 1,7 m ! Komunikaty radiowe podają, że nadchodzi jeszcze 2 m fala (ostatnia) ! Nie wiem, która to była godzina, siadamy do samochodu i jedziemy w kierunku Opola zobaczyć jaka tam sytuacja. Za Winowem woda przelewa się przez szosę, dalej koniec jazdy. Po prawej stronie szosy od strony Odry,  w Winowie  wszystkie domy zalane. Patrzę,  płynie fotel na nim parę rzeczy i jakaś plastykowa torba
  Wracamy, jedziemy w kierunku Chrzowic, za Folwarkiem patrzymy na „Morze”. Dom Pana Wali, widać tylko parę centymetrów, Kochanek zalany pod dach, robię parę zdjęć, może się udadzą. Do Groszowic widać tylko wodę „morze”, mnóstwo różnych rzeczy płynie z prądem wody. Wracamy do domu. Zbliża się południe telefony już dawno nie działają, żeby tylko nikt nie zachorował, żeby nie było żadnego wypadku, bo pogotowie nie dojedzie, a helikoptery ratują Opolanów na dachach. Najgorsze chyba jeszcze przed nami. Woda jakby się ustabilizowała, co pół godziny sprawdzam poziom, jestem spokojniejszy. Ale czekamy na drugą falę. Zaczynamy się organizować, ktoś pomyślał o kanapkach, herbacie, jest kawa ( Agnieszka Chudalowa z ul. Lipowej) Pani Krysia rozdaje dla poszkodowanych bony na obiad. Z Prószkowa przywożą pod wieczór paszę dla inwentarza ( Pan Ochota z Górek ), „ŻYCIE” na ul. Szkolnej zaczyna się normalizować. Słuchamy komunikatów radiowych, czekamy, czekamy i czekamy.
 Zaczynają się pojawiać pierwsi „Turyści Oglądacze” docierają też rodziny do poszkodowanych i nie poszkodowanych, zmartwieni brakiem informacji o Folwarku. Radio „Opole” podaje co dzieje się w Opolu, o naszej tragedii nie ma żadnej wiadomości, helikoptery przelatują tylko nad nami, może z góry to nie wygląda tak źle.?

11 lipca 1997 rok. ( piątek )

Poziom wody bez zmian. Brak łączności, mamy chleb i na razie własne zapasy . Agnieszka Chudala z Danutą Zmarzły robią śniadanie z prywatnych zapasów. Urząd Gminy finansuje obiady u „Maji”. Spontanicznie, nieznajomi przywożą różne produkty, wygląda na to że jakoś przeżyjemy. Czekamy, poziom wody się zmienia (rośnie lub opada o 2 - 3 cm ). Organizujemy wartę, komunikaty radiowe informują o szabrownikach, na pontonach .
 

Folwark podczas powodzi lipiec 1997 r.

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w nieszczęściu !
 

 15 Lat partnerskiej współpracy pomiędzy
Gminą Prószków i miastem H
ünfeld
1997-2012

22/06/2012 r. Chrząszczyce "
Gościniec pod Różą"
 

 


 

 "Pod jednym wspólnym europejskim dachem możemy budować spokojną przyszłość."

 Idea, która przyświecała 15 lat temu organizatorom współpracy pomiędzy Gminą Prószków i miastem Hünfeld - Niemcy.

Rok 1990 - pierwsze Samorządy w Polsce - bez doświadczenia,  na czele 23 gmin województwa Opolskiego stoją burmistrzowie i wójtowie należący do mniejszości niemieckiej - gdzie szukać wzorców? Europa rozrasta się coraz bardziej. Nie tylko polityka oraz gospodarka muszą się bliżej poznać, ale także obywatele państw.
 

Do Gogolina przyjechali : Minister Zdrowia P. Seehofer, Kurt Beck - Premier kraju związkowego Nadrenii Palatynatu, dr Christian Wagner - minister. Obiecano Pomóc.
 

15 lipca 1994r. do Prószkowa przyjechała delegacja z Hünfeld pod przewodnictwem burmistrza dr Eberharda Fennela.  Podpisano porozumienie i zaczęły się pierwsze kontakty.
 

Listopad 1996r. Rada Miasta Hünfeld zaakceptowała nawiązanie partnerstwa z gminą Prószków

4 maja 1997 r. Podpisanie Aktu Braterstwa w  Hünfeld

Lipiec 1997 r. - Powódź Stulecia.

 
 
Z miasta Hünfeld napływa bardzo duża pomoc finansowa i rzeczowa, pomoc strażaków - to był pierwszy dowód, że mamy  przyjaciół, na których możemy liczyć. Takie informacje przekazał mi (były) wójt Gminy Prószków Bernard Lelek, który od początku był zaangażowany w rozwój  partnerstwa.  
 
5 października 1997 r. Podpisanie Aktu Braterstwa w Prószkowie
 
Dr Eberhard Fennel i Bernard Lelek  z urzędu, ks. Eugen Kutzka oraz  śp. ks. Erhard Heinrich z ramienia Kościoła, Oni przy współpracy bardzo wielu ludzi po obu stronach (wtedy jeszcze granicy), zasiali ziarno przyjaźni, którego owoce dziś zbieramy. Teraz już młodzi przejęli stery w dalszym rozwoju współpracy i partnerstwa pomiędzy miastami Prószków - Hünfeld.
 
Powitała nas Młodzieżowa Orkiestra "Kaprys" ze Źlinic pod batutą Klaudiusza Lisonia
 

 Uroczystość miała charakter oficjalny obowiązywał "protokół dyplomatyczny" - byli goście z zagranicy Francja (vice- mer Landerneau Jean Pierre Marec), Austria, Czechy, i najliczniejsza delegacja z miasta  partnerskiego Hünfeld pod kierownictwem burmistrza  dr Eberhard Fennel. Powitania, przemówienia wszystkich przedstawicieli z zagranicy, dziękowania, gratulacje, wymiana upominków - jak to zawsze przy takich okazjach bywa.
 
Wspominano - początki pierwszej znaczącej pomocy dla naszej gminy po powodzi 1997 r. Akcentowano również aktualną współpracę, strażaków, którzy się poznali podczas powodzi a przede wszystkich młodych, dla których wydarzenia z tamtych lat to historia. Podkreślano współpracę szkół i gimnazjów     (Prószków, Zimnice). Dobrze rozwija się również wymiana praktykantów, gimnazjaliści nie mają uprzedzeń historycznych niema tez barier językowych między młodymi.   Zauważono również, że na początku pomoc materialna i doświadczenie płynęły jednokierunkowo, z zachodu na wschód, dziś (jak podkreślił burmistrz Hünfeld dr Fennel ) Niemcy są przeorganizowane w perfekcji a od Was uczymy się, że wiele rzeczy można zrobić prościej, równie skutecznie.
 
Kilka migawek fotograficznych
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Pożegnała nas  orkiestra dęta z Hünfeld
yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy

strona w budowie

pozdrowienia z folwarku rudolf zmarzły

powrót- zurück

 

 

 

Odwiedzin ogółem: 003178 Odwiedzin dzisiaj: 1

Ilo osb on-line: 1