Ameryka
15 sierpnia - 31 sierpnia 2013 rok
powrót
 
Wakacje w USA 15 sierpnia - 31 sierpnia 2013 roku.

   Trasa od punktu A do punktu B nie zawsze występuje jako linia prosta, czasem trzeba pójść gdzieś na około. Tak jest w przypadku podróży do Stanów. Z Polski rzadko kiedy są fajne terminy wylotów bezpośrednich, bez przesiadek. W moim przypadku trasa biegła tak: Folwark -> Opole (auto, 10 minut), Opole -> Warszawa (pociąg, 6 godzin), Warszawa -> Paryż (samolot, 2,5 godziny), chwilowy postój na lotnisku w celu wybrania się do sklepów wolnocłowych, aż wreszcie z Paryża do Nowego Jorku dostałem się z rodziną samolotem w ciągu "jedynie" 9 godzin.

   Na każdym lotnisku obowiązują bardzo restrykcyjne prawa... po przekroczeniu bramki (poprzedzonym rewizją osobistą, wyrzuceniem wszystkich pojemników z płynami powyżej 100ml) wykrywającej metal, możemy już przejść się po - tak jak wspomniałem - sklepach wolnocłowych (coś dla pań: perfumy i biżuteria), zjeść w lotniskowej restauracji czy zakupić napoje procentowe, aby podróż minęła przyjemniej.

   Na lotnisku w Nowym Jorku na dzień dobry obowiązkowo otrzymujemy serię pytań na temat pobytu, ile zostajemy, po co przylecieliśmy, co będziemy robić... zostają nam pobrane odciski palców i robią nam zdjęcie twarzy (na którym każdy wygląda jak terrorysta). Zmęczony po całodniowej podróży marzę tylko o wygodnym łóżku.

   Nowy Jork jako stan ma swoją stolicę w mieście Nowy Jork, na które składa się kilka "dzielnic". Jedną z nich, główną, jest wyspa Manhattan - światowe centrum kultury, nauki i sztuki. Atrakcji jest niesamowicie dużo, od muzeów dziwactw, przez Wall Street (słynna giełda), do Empire State Building (wieżowiec, jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli całego kraju, wysoki prawie na pół kilometra!).

   We wrześniu 2001 roku w wyniku ataku terrorystycznego zniszczone zostało World Trade Center (światowe centrum handlu). W następstwie turyści zaczęli przyjeżdżać w znacznie mniejszych ilościach tu, do Nowego Jorku. Z roku na rok jednak jest ich coraz więcej, pomimo tragedii.

   Po zwiedzeniu większej części Manhattanu i okolic (było to może 1 lub 2% ze wszystkich rzeczy, które były do zobaczenia), pojechaliśmy    autem (6h) do Waszyngtonu, stolicy Stanów Zjednoczonych, żeby zobaczyć dom prezydenta USA - Baracka Obamy, dokładniej Biały Dom. Stamtąd, na drugi dzień po ośmiogodzinnej jeździe autem wyruszyliśmy do siostry mojej omy (Danuty), do małego miasteczka rybackiego w stanie Północna Karolina nad morzem. Dzień spędzaliśmy w rodzinnym gronie albo na (czystej i zadbanej) plaży.

   W Stanach Zjednoczonych panuje gigantyzm, wszystko jest zrobione z rozmachem i na dużą skalę (ludzie mają pieniądze, jest dużo inwestorów), jest wysoki standard życia. W konstytucji amerykańskiej zostało wyraźnie zadeklarowane, że każdy człowiek oprócz prawa do wolności ma prawo do szczęścia i państwo ma za zadanie ludziom je zapewnić.

   "Oryginalnych" Amerykanów w Stanach już nie ma. Na samym początku byli to czerwonoskórzy Indianie, których z Hindusami pomylił Krzysztof Kolumb podczas swojej wyprawy kolonizacyjnej. W wyniku podbojów hiszpańskich, francuskich, holenderskich, ludność autochtoniczna została przez Europejczyków skutecznie wyparta. Dziś Indianie żyją jedynie w rezerwatach. Po dziesiątkach, setkach fal imigracyjnych do Stanów napływali ludzie z całego świata, szukając lepszego życia (które faktycznie znajdywali) - Polacy, Niemcy, przede wszystkim Afroamerykanie i Azjaci (Chiny, Japonia), Rosja, Ameryka Południowa. Dziś jest to jedna wielka mieszanka kulturowa, zwłaszcza w większych miastach jak Waszyngton czy Nowy Jork - ujrzenie czarnoskórego czy skośnookiego jest niczym szczególnym. Rasy ludzkie przeplatają się, łączą się ze sobą, przyjaźnią.

   Mentalność ludzi zamieszkujących te obszary powinna być przykładem dla każdego innego człowieka na Ziemi. Tam aż ludzie zabijają się o to, żeby pomóc zagubionemu turyście. Dzieje się tak ze względu na to, że każdy z mieszkańców USA - czy to jego rodzice, czy dziadkowie, też był taki zagubiony i rozumie sytuację kogoś, kto jest tutaj po raz pierwszy. Nie chciałbym narzekać na swój kraj, ale każdy z nas doświadczył pewnie wrażenia, że kupując coś w sklepie spożywczym "przeszkadzamy tylko" pani kasjerce. W Ameryce takie coś nie istnieje, wszyscy, a przede wszystkim państwo ma za zadanie ułatwiać życie ludziom. Prosty wniosek z tej relacji - Stany to inny świat. Inni ludzie, inne życie.
   Zapraszam do obejrzenia zdjęć z wyjazdu! 
Oskar Zmarzły z folwarku
 
Auta te same co w Europie, tylko restauracje inne (na zdjęciu meksykańska, włoska i chińska)
 
 
Market rybny i sklep z delikatesami
 
Jeden z dziesiątek, jeżeli nie setek wieżowców w centrum Nowego Jorku
 
Budka z tzw. "fast foodem" - w Nowym Jorku jest na każdej uilicy
 
 
Times Square - plac na którym odbywają się wszystkie uroczystości, miejsce spotkań
 
"Darmowe przytulanie" - z j. angielskego 
 
Hotel Marriott 
 
Ulica główna na Manhattanie 
 
Na przystanku metra z tatą i siostrą 
 
Jedna z wież World Trade Center (nowa, wybudowana na miejscu starych) 
 
budynek na Wall Street, ulicy giełdy - kolumny w stylu doryckim 
 
 
zdjęcie pamiątkowe z panami policjantami (zawsze mili i uprzejmi dla obywateli) 
 
sklep z pamiątkami 
 
Most Brooklyński 
 
 
 
"Cool Story Bro" - ironiczna odpowiedź na czyjąś długą wypowiedź,
 można przetłumaczyć jako "Och, urzekła mnie twoja historia" 
 
Najnowszy model butów Adidas 
 
Empire State Building 
 
Buty do deskorolki, ostatnio modne, tzw. "vans" 
 
 
 
Na tle jeziorka w Central Parku (duży park na wyspie Manhattan, miejsce relaksu i odpoczynku dla Nowojorczyków) 
 
Statua Wolności w satyrze 
Dom Prezydenta Stanów Zjednoczonych, otoczony bramą, policją i bronią
 
Muzeum Biznesu, kolumny w stylu jońskim 
Hotel Hilton w Waszyngtonie 
 
pozdrowienia oskar zmarzły z folwarku
 
powrót
Odwiedzin ogółem: 003526 Odwiedzin dzisiaj: 1

Ilo osb on-line: 1